Łemkowyna Ultra Trail 150km relacja pełna
W minionym roku brałem udział na dystansie 100km, w tym poszedłem o poziom wyżej i zapisałem się na najdłuższy kilometrarz.
Limit czasu: 35h
Przewyższenia: +/-6000m
Trasa: 150km
Biegi górskie należą do moich ulubionych, z racji przyrody, natury, pięknych widoków, różnorodności terenu i innych wspaniałych rzeczy, ale po za tymi zaletami, towarzyszy im też spory wysiłek i trud, BO SAME SIĘ NIE ROBIĄ
O tym z czym ja się borykałem i jak sobie z tym poradziłem, będzie ten wpis.
1) Pierwsze 90km odbyło się bez większych przeszkód, problemów czy trudności. Sytuacja pogorszyła się po tym właśnie kilometrze, gdyż z racji pojawienia się odcisków oraz pęcherzy na stopach, trochę inaczej stawiałem je podczas zbiegania.
Inna technika zbiegania przełożyła się na ból w kolanie, z którym nigdy na żadnym biegu górskim się nie spotkałem.
Jak sobie z tym poradzić? Oczywiście brałem tabletki, ale oprócz tego pomyślałem sobie, dlaczego nie spróbować siły woli i techniki wizualizacji. Wierzcie lub nie, ale powtarzałem sobie w myślach i starałem się rozluźnić mięśnie wokół kolana. Po kilku takich zabiegach, bół zelżał. Nie całkowicie, bo na zbiegu mnie bolało, ale pod górę i na płaskim już nie! Magia umysłu zadziałała w tym wypadku
2) Wizualizacji używałem sporo, zwłaszcza ostatnie 30km, gdzie myślami wracałem do biegu z zeszłego roku, gdzie wspólnie ze znajomym ukończyliśmy 100km w bardzo dobrym czasie, a on pomagał mi wtedy swoją postawą i nadawał tempo biegu.
Teraz ja wyobrażałem sobie jak ciśniemy razem, po jeszcze lepszy czas i rezultat na 150km, to dodawało mi skrzydeł i energii.
Kto zabroni nam coś myśleć i coś sobie wyobrażać? To jest darmowe narzędzie z którego każdy może korzystać.
3) Jak tak sobie podbiegałem pod górę na ostatnich kilometrach, nie myślcie, że to był sprint, raczej żwawe tempo, ale na innych biegaczach robiło wrażenie.
Tak jak Robert Korzeniowski na Olimpiadach "łamałem" mental przeciwników, bo każdemu było ciężko, każdy był zmęczony i miał dość. A tutaj taki Przemek podbiega i innych wyprzedza, jak Goggins "pożerałem dusze"

czerpałem energię nie robiąc przy tym nikomu żadnej krzywdy.
4) Kolejny aspekt jaki można spotkać na biegach długodystansowych i ogólnie w życiu, jest nasz dialog wewnętrzny i to co do siebie mówimy głosem wewnętrznym.
Ja nie jestem idealny, jak każdy zdarza mi się popełniać blędy, robić coś na ostatnią chwilę czy niewłaściwie.
Ale jeśli chodzi o momenty próby, kryzysy czy wyzwania, jestem swoim najlepszym wsparciem, jestem swoim pocieszeniem i swoim najlepszym przyjacielem!
Bo jak w momencie kryzysu miałbym sobie poradzić, gdybym po sobie jeszcze jechał i szczekał do siebie?
Zrobiłem coś nie tak, coś się wysypało? Trudno trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość, a teraz? Jak mogę najlepiej sobie z tym poradzić?
Jestem dla siebie najlepszym przyjacielem, wyciągam do siebie pomocną dłoń, zamiast siebie karcić.
Na sam koniec może spytasz, ale po co to wszystko robić? Po co się męczyć, po co wyzwania, po co trudności i pokonywanie ich?
Powiem Ci tak...
Są rzeczy na tym świecie które można kupić, takie jak: dom, zegarek, samochód, telefon i inne takie materialne sprawy.
Ale masz tutaj 10.000zł i przynieś mi trochę: pewności siebie, poczucia własnej wartości, odwagi, męstwa, wytrwałości czy też siły mentalnej...
Dasz mi? Kupisz?
Nie, bo tego się nie kupuje, tylko wyrabia, buduje i tworzy