Podczas ostatniego Q&A zostałem zapytany o to "kto jest moim największym wsparciem?"
Moją odpowiedzią jest: Różne osoby mnie wspierają, ale to JA sam, jestem swoim największym wsparciem.
I Wam też polecam być swoim największym wsparciem.
Dlaczego to jest takie istotne?
1) Oczywiście sukcesu nie odnosi się samemu/ samodzielnie, zawsze jest ktoś kto nas w jakiś sposób wspiera, inspiruje czy cokolwiek. Nawet sukces finansowy, opiera się na tym, że to inni ludzie dają nam swoje pieniądze, w zamian za naszą usłygę, pomoc w rozwiązaniu swojego problemu. Nie da się odnieść (swojego) sukcesu finansowego bez pieniędzy innych ludzi.
2) Wsparcie innych ludzi traktuję jako coś dodatkowego, watość dodaną, a nie coś koniecznego do realizacji SWOICH marzeń, pragnień, wyznań czy wyznaczonych celów. Jeśli to jest (wsparcie, zrozumienie, pomoc) to super, tylko się cieszyć, że mamy w swoim otoczeniu takie osoby, ale jeśli tego nie ma, tego brakuje, to absolutnie nie można poświęcać swojego życia, tego co chcemy zdobyć i osiągnąć, na poczet wsparcia innych osób.
Inne osoby nie są nam nic winne, świat nie jest nam nic winien, niczyim obowiązkiem nie jest wspieranie nas.
Jeśli zdamy sobie sprawę z tego i zaakceptujemy taki stan rzeczy, to już będziemy mentalnie w innym miejscu (wolniejsi).
3) To naszym obowiązkiem jest wspierać nas samych. Poprzez swoje myślenie i działanie.
Ja to robię poprzez takie proste rzeczy:
- Zobowiązałem się przed sobą samym, że będę dotrzymyła danego innym i sobie słowa. Oczywiście nie zawsze to się uda, świat nie jest idealny czy hermetyczny, ale zawsze dokładam wszelkich starań, żeby wywiązać się z obietnicy.
- Zacząłem od stawiania sobie małych wyzwań, aż do coraz to większych. Dzięki pokonywaniu słabości, trudności i przeszkód, buduję coraz to większą pewność siebie, poczucie własnej wartości i sprawczości. To przekłada się na moją percepcję, postrzeganie siebie oraz rzeczywistości i sprawia, że nie potrzebuję walidacji z zewnątrz!
I na sam koniec...
W jednym z materiałów Rafała Mazura (Zen Jaskiniowca), padło stwierdzenie, które mocno do mnie trafiło i zostało ze mną:
"Życie toczy się ze środka na zewnątrz".
Odbieram to w ten sposób: Jeśli to co w środku, czyli nas obraz siebie, poczucie własnej wartości czy też tożsamość, będą silne i niezłomne, to nie będą potrzebowały nic z zewnątrz.
To jak odbieramy siebie i świat wśrodku, to projektujemy na zewnątrz.