Jest taki bieg Ultra w Polsce, w którym chcę wziąć udział, nosi nazwę Biegu Kreta. Jest to bieg na dystansie 377km- wersja Hardcore, łącznie około 12.000m przewyższenia, a trasa wiedzie od Sobótki, przez Ślężę, Śnieżkę, Śnieżnik i z powrotem do Sobótki, limit czasu na ukończenie wynosi 95h, taki trójkąt sudecki.
Aby wziąć udział w tym biegu, należy spełnić różnego rodzaju kryteria oraz zostać wylosowanym przez organizatora, gdyż limit uczestników wersji Hardocre to tylko 10 osób.
Do edycji 2025 lista wybranych będzie podana w styczniu.
Nie wiedząc, czy zostanę wybrany postanowiłem mimo wszystko przygotować się i przebiec treningowo część trasy. Zaplanowałem zrobić 110km z Sobótki, przez Śnieżkę, do Śchroniska na Przełęczy Okraj, gdzie biegacze biorący udział w wydarzeniu, mają zaplanowany nocleg. Plus na drugi dzień, jakieś kilometry ekstra chciałem przebiec.
Wspólnie z przyjacielem, wyrusziliśmy w trasę 27 grudnia zaraz po świętach. Mieliśmy ze sobą drobny ekwipunek,w plecakach biegowych, wgraną trasę całego biegu i nastawienie na fajną przygodę i...
Ta przygoda faktycznie miała miejsce...
Gdzie na 45km, po wbiegnięciu na Wielką Sowę i sprawdzeniu trasy, okazało się, że pobiegliśmy w złym kierunku. Pokonywaliśmy trasę, ale "od końca" do "początku".
Był to fatalny błąd, niedopatrzenie i pomyłka z naszej strony...
Mieliśmy do wyboru:
- zawrócić i nadrabiać pomylony dystans, co wiązałoby się z przegapieniem opłaconego noclegu
- poddaniem się i zadzwonieniem po jakiś transport powrotny
albo
- zmodyfikowaniem całego planu oraz trasy, tak aby dotrzeć do Schroniska
Oczywiście wybraliśmy tą ostatnią opcję.
I ostatecznie udało nam się dotrzeć do miejsca spoczynku, na szczęście nie wiecznego.
Po ponad 19h biegania mogliśmy udać się spać.
Po mimo tego błędu widzę tutaj sporo korzyści:
1) Potrafiliśmy sobie poradzić, w trudnej sytuacji. Nie mieliśmy żadnej gwarancji, czy uda nam się dotrzeć na czas do schroniska.
Nowa trasa, była totalną niewiadomą. Było więcej pytań niż odpowiedzi.
2) Potraktowaliśmy całą sytuację jako przeszkodę, którą trzeba pokonać, żeby zrobić to na czym nam zależy. Nie pozwoliliśmy, żeby problem nas przerósł, nie spanikowaliśmy i nie odpuściliśmy.
3) Wiele się nauczyliśmy w ramach tego treningu, wartość tego doświadczenia- bezcenna.
Przygoda jaką sobie zaserwowaliśmy również bezcenna.
Dzielę się tą historią, bo uważam (i tak jest), sukces nie jest przypadkiem i nie dzieje się z dnia na dzień.
Sukces (czymkolwiek on dla Ciebie nie jest) wiąże się z problemami, wyzwaniami, trudnościami i innymi ciężkimi stytuacjami.
To jak do nich podejdziesz zależy tylko i wyłącznie od Ciebie.
Pozwolisz problemom, żeby pokonały Ciebie, czy dasz z siebie wszystko, żeby wyciągnąć maksymalną korzyść z zaistniałej sytuacji?
Wszystko zaczyna się w głowie.
Twój sposób myślenia, nastawienie i podejście, przekłada się na Twoje działanie, a działenie generuje wyniki.
Duże marzenia, wymagają dużych nakładów pracy i działania.
I nie można się poddawać.
Wszędzie jest jakaś lekcja i nauka.
Z każdej sytuacji można wyjść czegoś się ucząc.
Wystarczy dać sobie szansę.